Opublikowany w Przygody "końskie" i inne

Aluzja i straszne kurtki czyli niekontrolowany galop :-)


hej 🙂

Trochę przygód z życia wziętych. Czyli dlaczego warto jeździc na koniach 🙂

Oto wczorajsze przygody (nie szyciowe, o nie, ale w końcu to mój blog, to mogę sobie coś popisac, prawda?)

Mianowicie konie były wczoraj strasznie niespokojne w zasadzie od początku. Już w stajni Aluzja łypała na mnie okiem, jakby wróciła z dna piekieł przed chwilą.
Weszliśmy do tego namiotu do jazd (jak to sie fachowo zwało?) po ciemku ( były 4 osoby i Martyna – trener) i już nawet w momencie, gdy Martyna włączyła światło i trzasnęło, nasze konie już szalały na wodzach
A ja mam takiego diabła w poniedziałki, czyli Aluzje, że nawet jak wszystko jest cacy i jest spokojna, to leci jak wiatr. Ciągle muszę jej ręczny zaciągac 😉
Wkrótce po rozpoczeciu jazdy Aluzja próbowała kopnac Chillego i robiła różne inne numery.
Następnie zaczeła sie czegoś bac i nie chciała jechac w jedna strone. Martyna wykryła że to nasze kurtki, które leżą gdzieś tam  w kącie, więc
wzięła te kurtki i postanowiła pokazac Aluzji z bliska. Koń stoi, ja sobie na nim siedzę wyluzowana, wodze na luzie, pozycja mega luz, a ta diablica, jak zobaczyła te kurtki z bliska, jak się nie zerwie (Łukasz mówi, że jak koń ucieka to raczej nie stępem ani kłusem, wiec to pewnie był galop … :-))
Nie było szans na przybranie pozycji jeźdzca :-)) Położyłam sie na niej, trzymam sie czego sie da i czym sie da. W końcu wymyśliłam, że najskuteczniej będzie trzymac sie grzywy i lece na tym koniu, niczym w „Szale uniesień”  Podkowińskiego. (tylko ubrana)
Te sekundy trwały dla mnie jak wiecznośc, więc po jakimś czasie stwierdziłam, że dłużej sie nie utrzymam i zaczełam patrzec na  piasek pod nogi, jak tu sie zsunąc żeby nie zginac :-)) ale wtedy Aluzja wreszcie sie zatrzymała …
Tak więc wesoło było, śmiałam sie potem z tego . a dziewczynki  były przerażone, bo jak jeden koń sie zrywa, to cała reszta też świruje
a tak wygląda „Szał uniesień” Podkowińskiego
Reklamy
Opublikowany w Inne

Tutorial na szlafrok z koronką – prezent od Lalabaj i Kinga szyje


hej Dziewczyny 🙂

Dzisiaj prezent na Mikołajki!

Poprosiłam Kingę, która prowadzi bloga o szyciu bielizny i posiada fantastyczne umięjętności w tym zakresie, o zrobienie tutoriala szycia bielizny z zastosowaniem tkanin mojego sklepu Lalabaj (www.lalabaj.pl). Przyda nam się zarówno na Mikołajki, jak i Walentynki 🙂

Kinga uszyła przecudny szlafroczek z morelową koronką:

 

I sporządziła bardzo detaliczny tutorial, który pomoże Wam przejśc przez meandry szycia takiego szlafroczka.

Użyte tkaniny to wiskoza z mojego sklepu: http://www.lalabaj.pl/pl/c/Wiskoza/86

oraz morelowa koronka z zestawu holenderskich koronek: http://www.lalabaj.pl/pl/c/Gumokoronki%2C-gumki-ozdobne%2C-lamowki-elastyczne/75.

Tutorial jest dostępny jest tutaj na blogu Kingi:

http://kingaszyje.blogspot.com/2017/11/szlafroczek-z-koronkami-z-tkanin.html

Jest niesamowicie precyzyjny, więc polecam go szczególnie osobom, które chcą rozpocząc swoją przygodę szycia z Burdy 🙂

Tutorial możecie również ściągnąc w formie pdf i wydrukowac, oto on:

Szlafroczek z koronkami

 

Zapraszam do korzystania celem zdobienia Waszej nowo szytej bielizny nie tylko koronkami ale i innymi oryginalnymi ozdobami z mojej pasmanterii 🙂

http://www.lalabaj.pl/pl/c/Pasmanteria/52

Oto jej artystyczne zdjęcia okiem Agnieszki:  100% by Mama : 

Udanych Dzieł Krawieckich i bywajcie do kolejnego razu !

Olga

 

 

 

 

Opublikowany w Patchwork

Quilt „Srebrnogrzywy”


„Konie rżały i chrapały,
Szmaragdowe oczy miały.
Zakręcony w drobne sploty

Spływał falą ogon złoty,
Ich kopyta diamentowe,
A perłami lśnią podkowy.Piękne konie —
co tu gadać
Car powinien ich dosiadać! ”

P.P.Jerszow „Konik Garbusek”

I oto jest! 🙂 Powstała druga część tryptyku. Pamiętacie jeszcze część pierwszą?  : https://lalabaj.wordpress.com/2017/03/22/art-quilt-zar-ptak/

Łatwo się domyśleć, jaki jest plan na część trzecią i ostatnią, już dojrzewa w mojej głowie. Od 2 tygodni dojrzewa, a pewnie zanim zacznę szyć, upłynie jeszcze sporo czasu, bo w międzyczasie mam w planie projekt, w trakcie którego przetestuję złote, miedziane, srebrne nici Madeira.

Podczas realizacji „Srebrnogrzywego” też używałam nici Madeira. To nici jedwabne do haftu a kolorystyka jest przebogata , więc zaopatrzyłam siebie (a przy okazji sklep 🙂 we wszystkie kolory jakie zdały mi się potrzebne.

Przyznam jednak, że przeżyłam kryzys podczas pikowania tymi nićmi, bo nieco mi się rwały, są dość delikatne. Nie chciałam się łatwo poddać, bo mają niesamowity połysk i pięknie wyglądają. Na ratunek przyszła mi sama Mistrzyni pikowania Joanna Soloch (zajrzyjcie koniecznie: Quiltare fa sognare ), dziękuję Joanna ! :-). I w dyskusji o niciach napisała, że na dolnym bębenku powinny być zwykłe nici , a górną nić trzeba poluzować. To zadziałało! Nici się rwały ale już o wiele rzadziej  i w kolejnej rozmowie z inną specjalistką zostało orzeczone, że powinnam wolniej pikować.

Wobec tego mam w planie stanowczo konktynuować przygodę z nićmi Madeira bo ich wygląd jest niesamowity a ostatnio coraz bardziej interesuje mnie nie tylko quilt jako obrazek ale i jego faktura, struktura.

Tymi słowy kończę na dzisiaj.

Pamiętajcie, że zbliża się ciekawe wydarzenie 🙂 Wystawa patchworkowa Orient na warszawskiej Pradze:

https://www.facebook.com/events/1888379601179969/?fref=ts

 

Uściski !

Olga

 

Opublikowany w Inne

5 moich największych odkryć szyciowych roku 2017 w dziedzinie pasmanterii :-)


Witajcie Dziewczyny !

Ostatnio udało mi się znaleźć kilka fajnych użytecznych akcesoriow pasmanteryjnych, i to natchnęło mnie, żeby zebrać to, co najbardziej mnie zachwyciło z pasmenterii w tym roku. To zaczynamy 🙂

  1. Lamówki jerseyowe Oaki Doki

Do kupienia tu: http://www.lalabaj.pl/pl/c/Lamowki-dzianinowe-Oaki-Doki%2C-wypustki-elastyczne/90

Niegdyś przyszło mi do głowy, że coś takiego musi istnieć. Gotowe lamówki do wykańczania dzianinowych naszych dzieł: koszulek, sukienek, t-shirtów. o oto jest ! znalazłam ! lamówki jerseyowe w całej gamie kolorystycznej, pakowane po 3 metry. Akurat, żeby starczyło na oblamowanie czegoś fajnego. Mocno ułatwiają pracę, bo nie podjęłabym się raczej robienia lamówki z dzianiny (z tkaniny a i owszem, ale też wolę gotowe).

2. Elastyczne wypustki

Niegdyś znalazłam takowe zdjęcie :

I idąc tym tropem znalazłam elastyczne wypustki:

Do kupienia tu: http://www.lalabaj.pl/pl/c/Lamowki-dzianinowe-Oaki-Doki%2C-wypustki-elastyczne/90

Jestem w trakcie testów i musze powiedzieć, że się sprawdzają ! 🙂 Do zdobienia kurtek , bluz i dzianinowych toreb idealne.

3.  Bez tego jak bez ręki. Dopóki jej nie znałam, nie wiedziałam , że życie Quiltera może być takie owocne 🙂

Oto ona, proszę Państwa, flizelina dwustronnie przylepna:

Do kupienia tu: https://www.kiltowo.pl/pl/c/Wypelnienia-i-flizeliny/65

Służy do sprytnego naklejenia tkaniny na tkaninę, więc mocno ułatwia różne artystyczne zabawy i szycie aplikacji, Mocno polecam!

Podobną rolę spełnia klej tymczasowy, czyli pozycja 4 :

4. Klej tymczasowy, również do kupienia w sklepie Kiltowo: https://www.kiltowo.pl

Pełni podobną rolę do flizeliny. Bardzo wygodny w użyciu, możemy przykleić sobie coś do czasu „porządnego ” przymocowania. A co najfajniejsze – mozemy zmienić koncepcję i przekleić w inne miejsce. Do artystycznych quiltowych kolaży i innych art – quiltów idealne rozwiazanie! Ale też do kanapkowania patchworków.

I ostatnie odkrycie, czyli mega modne, mega trendy…

5. Aplikacje 🙂

Garść aplikacji znajdziecie tu: http://www.lalabaj.pl/pl/c/Aplikacje/70

 

Aktualnie spotkamy je wszędzie: na ubraniach, na butach, na torebkach. Dodają szyku i sa strasznie sympatyczne.

Ja przeżywam obsesję na ich punkcie 🙂

 

I tyle moich ulubionych dodatków 🙂

Do usłyszenia wkrótce 🙂

Olga

Opublikowany w Inne

Najlepszym przyjacielem kobiety są diamenty czyli… Beading on Art Quilts


Witajcie Pasjonatki 🙂

Radosna jestem dzisiaj z kilku powodów, a jednym z nich jest ukończenie takiego oto Art Quiltu (słowo harcerza, nie wiem jak to się zwie po polsku; obawiam sie że tak samo: art quilt):

Radość wynika z faktu, że ten koniec wreszcie nastąpił. Już dawno obiecałam sobie nie wyszywać nic koralikami, bowiem potwornie długo to trwa jak na moją cierpliwość (a nadmienię, że należę do tzw. w gorącej wodzie kąpanych i wszystko co się dzieje wkoło, odbywa się w moich kategoriach myślowych za wolno :-))

Ale znowu mnie diabeł podkusił i skierował na tory beadingu… Całą winę zrzucam na printerest , na którym naoglądałam się przepięknych prac wyszywanych koralikami.

***

Acha, żeby zaspokoić potencjalną ciekawość, wymienię dwa kolejne dzisiejsze powody radości. Numer jeden : zdołałyśmy z Agnieszką uszyć 7 matrioszek na spotkaniu „Warszawa szyje” (o którym w niedalekiej przyszłości):

 

I powód drugi i ostatni, wreszcie dotarły do mnie zamówione na ebay-u książki, świetne pozycje:

***

Wracając do rzeczy czyli wyszywania koralikami Art Quiltów: kiedyś podobnie potraktowałam swoją pracę „Mandalę”. Natchnęła mnie pewna książka, której już nie posiadam niestety. Teraz na fali inspiracji printerestowych i wakacyjnych postanowiłam zrobić coś morskiego, wakacyjnego. I „zapragnęło mi się” dno morza, skrzące się, mieniące, jak widok spod wody na wakacjach (w okularach do pływania oczywiście :-))

Stąd quilt „Morze”. Oto kilka detali i jedno zdjecie z etapów początkowych:

Praca opiera się głównie na pikowaniu z wolnej ręki. Żółte obszary to jamochłony. Czy też inne swtorzenia morskie (widziałam na jakimś zdjęciu). Po pikowaniu nastąpił dłuuugiiiiiii (nie, no jeszcze dłuyyyższyyyyy ;-))  etap naszywania koralików. Najpierw walczyłam zwykłą igłą i to był mój wielki błąd bo powodowało to odrzucenie 1/3 koralików na etapie prawie przyszycia czyli z powodu nie przechodzenia przez koniec igły z dziurką. Jedynym plusem tej całej walki jest to, że można ją toczyć przed telewizorem 🙂

W końcu po dwóch upojnych tygodniach przed tv (tylko wieczory!) , po obejrzeniu wszystkich zaległych filmów w ręku, koralikami w frugim ręku, czasem na podłodze (dwukrotne zbieranie),  stwierdziłam, że dość, chwatit, toćka, koniec, THE END, La Finita Comanderos!, i obszyłam owo dzieło absolutne 😉 lamówką. Kolor złoty jak na prawdziwe sroki przystało.

Ogólnie jestem zadowolona, dałam quilt Mamie w prezencie na co rodzina orzekła, że żar ptak był lepszy…. z resztą kwitują tak wszystkie moje prace HAHA. i że oprawią w czarną ramkę… co ? jak ? dlaczego?

z uściskami krawieckimi

Olga

Opublikowany w Inne

Detale krawieckie – jak je poznać?


Dzisiaj nieco o detalach krawieckich. Tak mnie natchnęło, bowiem kupilam super książkę, doprawdy jestem nią zachwycona!

Ale zanim o książce , pokażę moje poduszki – indyjskie słonie. Przecież główną funkcją każdego bloga jest chwalenie się, prawda? A słonie wbrew pozorom, też były elementem , na którym trochę poległam na detalach krawieckich, o czym zaraz:

(sorry,była przerwa: obiad, chwasty, konie dla syna… a teraz jestem na koniach dla syna, cudny widok, przestrzeń, lasy pola łąki, konie.. Gawot… o czym to ja miałam.. ;-))

Wracajmy do detali krawieckich.

Wiele osób teraz szyje, co cieszy mnie i mi podobnych z przyczyn, których łatwo się domyśleć 😉 Ale niewiele osób potrafi szyć naprawdę, tzn jak taka prawdziwa krawcowa z dawien dawna. I karczki, i kieszenie (100 rodzajów), i falbany i godety i fałdy i kontrafaldy… ileż tego jest. Nawet nie wiedziałam ile, dopóki nie zaopatrzyłam się w kilka książek. Z kilka lat temy wszyscy naraz chcieli kupić „Szycie to takie łatwe” wydawnictwa Burdy. Świetna książka o jakże przewrotnym tytule. Udało mi się ją nabyć, życie stało się pozornie łatwiejsze, w rzeczywistości zaś odkryłam że „wiem że nic nie wiem” niczym starożytny filozof 😉

A teraz ponownie mnie natchnęło i nabyłam sobie taką oto biblię:

W sumie książka w sam raz do poduszki , gdyby nie waga 🙂 No cóż, znam takiego, który się przyznał, że do poduszki czytał księgę pierwiastków :-))

A tak serio, to ja osobiście wyciągam tego białego kruka, kiedy dochodzi właśnie do potrzeby uszycia jakiegoś detalu. Książka jest super. Zawiera opisy chyba dosłownie wszystkiego co można sobie wyobrazić : różne rodzaje kieszeni, obszyć, lamówek, wykończeń dekoltu, rękawów, fałd właśnie, plisowania, wreszcie pikowania, ozdobnego marszczenia tkaniny itd itp. A wreszcie na końcu mamy opis szycia kilku ciekawych projektów.

Każdy ten detal krawiecki jest opisany na stronę lub dwie i bardzo dokładnie zilustrowany. Naprawdę świetna pozycja ale dla… anglojęzycznych. Aczkolwiek same zdjęcia są też wiele mówiące.

Po książkę pierwszy raz siegnęłam właśnie przy poduszkach. O ile pikowanie nie jest mi obce i szyjac je poćwiczyłam sobie różne style: lot trzmiela, kamienie, pióra i inne, to obszycie ich takimi własnie wykończeniami czyli wypustką z grubym skręcanym sznurkiem i frędzlami sprawiło mi już pewien problem. Mianowicie przy rogach i przy łączeniu. w książce znalazłam opisy, które mnie naprowadziły na rozwiązania.

W każdym bądź razie polecam tą pozycję!  „The sewing book”. Możecie kupić na Amazonie albo Ebayu.

Oprócz przebijania się przez opisy można też przejść od razu do ćwiczeń na żywo . Tudzież poznania tajników od osób doświadczonych i umiejętnych. Ale niełatwo o takie. Szkół i kursów co prawda wiele, ale jak odróznić te, na których poznamy rzetelną wiedzę? Ja osobiście w kwestii detali głosuję za Ultramaszynąi panią Jolantą Wójcik. Jeśli a. kogoś nie stać na kurs, b . nie ma czasu, c. nie chce mu się, to pozostaje przyjrzeć się tej rzetelnej wiedzy na nowej grupie Fb, gdzie pani Jolanta pokazuje jak wykonać różne rzeczy, projekty, tudzież detale właśnie: https://www.facebook.com/groups/551778488545111/?fref=ts.

Przebijcie sie cierpliwie przez posty typu: co dzisiaj uszyłam (niektórzy są nie do zdarcia ;-)) i dotrzecie do krystalicznych źródeł wiedzy .

A jeśli możecie to hmm, może sie spotkamy na jakimś jesiennym kursie w Ultramaszyna szycia detali, chociaż nie jestem pewna bo trochę odpływam… w kierunku koni 😉

uściski krawieckie

Olga